ŻYWORÓDKI: RYBY DLA POCZĄTKUJĄCYCH?

Niejeden akwarysta traktuje żyworódki pobłażliwie jako "łatwe" ryby dla początkujących. Wielu miłośników pielęgnic traktuje je w najlepszym razie jako... karmę dla swoich ryb. Pewne uznanie wzbudzają rasowe gupiki, mieczyki czy molinezje. Czy jednak jest możliwe inne spojrzenie na żyworódki?
Początkowe doświadczenia wielu akwarystów wiążą się z żyworódkami - ich pierwszymi podopiecznymi są gupiki, platki, mieczyki czy molinezje, nierzadko trzymane w większym słoju od ogórków czy w szklanej kuli. Tak zaczyna swą akwarystyczną przygodę wiele dzieci, a dla niektórych trwa ona całe późniejsze życie. Kto z akwarystów nie pamięta emocji związanych z odkryciem pierwszego narybku w akwarium?
Ale odmiany hodowlane żyworódek swymi niezwykłymi kształtami i kolorami przyciągają także uwagę dorosłych, co wielu z nich zachęca do założenia pierwszego akwarium. Ryby te polecane są początkującym zarówno przez sprzedawców, jak i literaturę akwarystyczną, jako wytrzymałe, spokojne i zgodne we współżyciu z innymi mieszkańcami akwarium, łatwe w utrzymaniu i rozmnażaniu - niemal idealne dla akwarysty, któremu brak jeszcze wiedzy i doświadczenia.
Jest prawdą, że ryby te są w stanie przetrzymać wiele - również bardzo niesprzyjające warunki, a nawet się w nich rozmnażać. Czy jednak usprawiedliwia to powszechne mniemanie, że brak wiedzy i doświadczenia nie jest przeszkodą w ich hodowli? Warto sobie uświadomić, że gupiki, platki, molinezje czy mieczyki mają takie same potrzeby, jak inne ryby, a jeżeli są w stanie przetrwać nawet bardzo niezwykłe warunki, to wcale nie znaczy, że czują się w nich dobrze i nie cierpią z tego powodu, podobnie jak ryby "problemowe". Jedyną różnicą jest to, że potrafią przeżyć, podczas gdy ryby "problemowe" po prostu giną.
Przeświadczenia o wytrzymałości i łatwej hodowli najpopularniejszych żyworódek tym bardziej nie można rozciągać na wszystkie gatunki żyworodne. Mają one bardzo różnorodne wymagania i niekiedy już samo utrzymanie ryb przy życiu i w dobrej kondycji, nie mówiąc o ich rozmnożeniu, jest niemałym wyzwaniem nawet dla doświadczonego akwarysty.
Ci, którzy sądzą, że wszystkie żyworódki są łagodne i spokojne, mocno się zdziwią informacją, że nie ma to zastosowania do wielu gatunków z rodzaju Gambusia i Brachyrhaphis. Te małe potworki potrafią zapędzić do kąta akwarium i trzymać w szachu wielkie, agresywne i bitne, mięsożerne pielęgnice. A cóż dopiero krwiożerczy szczupaczek żyworodny Belonesox belizanus, pożerający nawet ryby niewiele mniejsze od siebie!
Wielkim błędem jest też mniemanie, że w akwariach żyje zaledwie kilka gatunków ryb żyworodnych (choć w niezliczonej ilości ras i odmian). Mało który akwarysta potrafi wymienić choćby 10 gatunków z tej bardzo licznej i ciekawej grupy ryb, do których należy około 1000 gatunków zgrupowanych w kilkunastu rodzinach - poczynając od takich olbrzymów, jak rekiny i płaszczki (też słodkowodne), a kończąc na mikrusach wielkości drobniczki. Do tego dochodzi wielka liczba odmian lokalnych, które mogą znacznie różnić się ubarwieniem ciała czy kształtem płetw. Wiele z tych ryb nadaje się do hodowli w akwariach.
Z rozbawieniem wspominam niedawną rozmowę z akwarystą, którego przypadkowo spotkałem przy łowieniu planktonu - poszukiwał drobnego pokarmu dla swojego narybku mieczyków i skalarów, nie był to więc człowiek całkiem przypadkowy. Oczywiście rozmowa szybko zeszła na hodowane gatunki. Gdy powiedziałem, że mam w swej hodowli kilka gatunków mieczyków, padały pytania o... mieczyki berlińskie, simpsony, a gdy przekonywałem swego rozmówcę, że to nie są gatunki, ale rasy hodowlane, wreszcie z ulgą, że coś sobie przypomniał, wykrzyknął: "Wagtail"! Rozmów o podobnych charakterze przeprowadziłem niemało - brak wiedzy na temat żyworódek jest raczej dość powszechny, również wśród sprzedawców w sklepach akwarystycznych, którzy z racji wykonywanego zawodu powinni przecież coś wiedzieć.
Opinie o niewielkim zainteresowaniu rybami żyworodnymi można znaleźć także w polskiej literaturze akwarystycznej. Na przykład według p. Elżbiety Szydłowskiej "akwarystów interesuje tylko kilkanaście ryb [z rodziny Poeciliidae; o innych rodzinach ryb żyworodnych autorka nawet nie wspomina] hodowanych w akwariach. Są to: Alfaro, Belonesox, Brachyrhaphis, Gambusia, Girardinus, Heterandria, Phallichthys, Phalloceros, Poecilia, Poeciliopsis, Priapella, Quintana, i Xiphophorus" (Elżbieta Szydłowska, Gupik - pawie oczko, Poecilia (Lebistes) reticulata (Peters, 1859), "Akwarium" (czasopismo PZA) nr 3-4/81). Autorka nawet nie pofatygowała się, by podać pełne nazwy gatunkowe, tymczasem sam tylko rodzaj Gambusia obejmuje ponad 40 gatunków i podgatunków! Wprawdzie tekst ten pochodzi sprzed 25 lat, ale obawiam się, że dziś wielu akwarystów nie zna nawet tylu rodzajów.
Rzeczywiście, w Polsce do niedawna było prawdopodobnie nie więcej niż kilkanaście gatunków ryb żyworodnych (wiele nowych sprowadziliśmy w r. 2004, tak że jest ich obecnie ponad 40, zgromadzonych w trzech hodowlach), a jeszcze mniej akwarystów, którzy specjalizują się w ich hodowli. Ale już w sąsiedniej Republice Czeskiej w akwariach pływa ponad 60 gatunków, są też co najmniej dwa stowarzyszenia hodowców żyworódek, zajmujące się ich dzikimi gatunkami: Český klub chovatelů živorodých ryb oraz Klub přátel divokých živorodek, przy czym to pierwsze zajmuje się nie tylko dzikimi gatunkami, natomiast drugie - wyłącznie nimi. Są też dwie organizacje miłośników odmian hodowlanych: Českomoravská společnost Guppy oraz Českomoravská společnost Xipho-Molly.
W wielu krajach Zachodu też istnieją specjalistyczne stowarzyszenia hodowców dzikich gatunków ryby żyworodnych, które przyczyniają się do rozwoju tej dziedziny akwarystyki. Warto, by taka organizacja powstała kiedyś i w Polsce.
Powszechny u nas brak wiedzy i niedostępność większej ilości gatunków żyworodnych ściśle się ze sobą wiążą. Mało kto kupi bowiem rybę, gdy nic o niej nie wie, zwłaszcza gdy jest młoda i nie w pełni wybarwiona, co obniża jej atrakcyjność (myślę tu jednak o ludziach, którym przystoi miano akwarysty; pseudoakwaryści kupujš ryby, o których nic nie wiedzš, jeśli tylko im się spodoba - co jednak nie dotyczy żyworódek - nawet wbrew radom sprzedawcy, choćby jego zdaniem koniec ich życia był w tym momencie przesšdzony). Z kolei sklepy nie sprowadzają takich gatunków, ponieważ nie ma na nie zbytu. A ponieważ ich nie sprowadzają, nikt nic o nich nie wie i... kółko się zamyka. Stąd aby rozpowszechnić hodowlę tych niezwykle interesujących ze względu na swą biologię, zachowanie, zmienność wewnątrzgatunkową i ewolucyjną, a często i ubarwienie ryb, potrzebne jest budowanie świadomości, że żyworódki istnieją (!) i mogą być także rybami dla specjalistów. Potrzebne jest również stworzenie środowiska ludzi zainteresowanych ich hodowlą.

© Wojciech Zięba